Zimowe sweterki wyselekcjonowane przez nas na nadchodzącą jesień

Pierwsze koty za płoty

Każda z nas wie, że „ubieranie” dzidziusia, który jeszcze nie przyszedł na świat to jedno, a rzeczywistość z niekoniecznie cierpliwym i zadowolonym maleństwem na przewijaku, to zupełnie co innego. Szczególnie przy pierwszym dziecku trudno uniknąć kupowania ubranek, które okażą się niepraktyczne, których z różnych powodów nie polubimy my albo nasz maluch.

Sama podczas kompletowania wyprawki popełniłam kilka banalnych błędów, może dzięki ich wymienieniu Wam uda się ich uniknąć.

1. Kiepsko spakowałam ubranka do szpitala. Do dziś pamiętam jak mój mąż i moja mama próbowali odnaleźć w walizce to, co będzie najwygodniejsze i najbardziej odpowiednie dla Leosia, który dopiero co przyszedł na świat. A kiedy już znaleźli położna skomentowała: „Ja sobie z tym ubrankiem poradzę, ale Państwo? Wątpię.” Wbrew obawom poradziliśmy sobie i my, ale dziś zamiast guziczków wybrałabym zamek błyskawiczny.

2. Kupiłam za dużo ubranek, z których Leoś błyskawicznie wyrósł. Oczywiście nie mogłam wiedzieć, że urodzę sporego chłopca, który z tygodnia na tydzień będzie wyrastał z kolejnych rozmiarów. Ale przy kupowaniu większych byłam już mądrzejsza i ominęłam jeden rozmiar, wybierając od razu te ciut większe, które posłużyły nam dzięki temu dłużej. Nadal tak robię i w przypadku większości ubranek wystarczy podwinięcie rękawka czy nogawki i nawet przy raczkującym i chodzącym maluszku, ten patent się sprawdza.

3. Kupiłam na wyprzedaży ubranka letnie, chociaż rodziłam we wrześniu. Ostatnie miesiące mojej ciąży przypadły na okres największych przecen (i nikt jeszcze nie wiedział co to koronawirus), z przyjemnością więc kupiłam piękne letnie ubranka. Wybierając rozmiar jakże naiwnie kierowałam się jedynie tym, ile miesięcy synek będzie miał kolejnego lata. Okazało się, że niemal wszystko, co „upolowałam” na przecenie jest na niego dobre, ale wiosną! Do lata te ubranka były już za małe.

Zabawa w ciepło — zimno

jesienne niezbędniki — ciepły sweterek i kalosze

Czy później — kiedy już wrócicie do domu i kiedy dziecko ma więcej, niż kilka dni — jest łatwiej? Niekoniecznie! Ubieranie maluszka do wyjścia będzie nas stresowało jeszcze przez długie miesiące, jeśli nie lata. Czego się boimy? Że dziecku będzie za zimno. Czego powinniśmy się bać? Paradoksalnie — o wiele bardziej powinniśmy obawiać się przegrzania. Jeszcze w ciąży od położnej ze szkoły rodzenia usłyszałam jedną bardzo pomocną radę — ubieraj dziecku zawsze o jedną warstwę więcej, niż Ty masz na sobie. Jeśli czujesz się komfortowo, nie jest Ci za ciepło ani za zimno, to po dodaniu jednej warstwy Twój maluch nie zmarznie, nie będzie mu też za ciepło. Tak proste i tak pomocne, kiedy nachodzą nas wątpliwości!

Niezależnie od pory roku, w której przyszło na świat Wasze dziecko, przed Wami pierwsza jesień i zima. Ubiegłoroczna jesień była przedłużeniem lata, dzięki czemu przez długie tygodnie nie musiałam martwić się, że Leoś podczas spacerów będzie marzł. W tym roku, kurteczkę merino nosił już w sierpniu. Jaki z tego wniosek? Nie sugerujmy się porą roku, sprawdzajmy temperaturę. Ostatnia warstwa, którą ma na sobie nasze dziecko powinna być łatwa do zdjęcia, dobrze kiedy jest to rozpinana bluza albo sweterek — samo rozpięcie również może szybko uratować sytuację, kiedy istnieje ryzyko, że dziecku będzie za ciepło. Odwrotnie — w przypadku zmiennej pogody, warto mieć przy sobie dodatkową warstwę, cieplejszą czapeczkę czy kocyk do wózka — nawet jeśli w momencie wyjście wydaje się niepotrzebny. Samo przygotowanie na różne pogodowe scenariusze uspokoi nas, szczególnie jeśli lubimy długie spacery.

Sweterki z wełny merino sprawdą się zarówno latem jak i zimą

Równie ważne jak to, ile ubierzemy maluchowi warstw, jest skład surowcowy ubranek. Każda z nas wie, jak czuje się w upalny dzień w poliestrowej (czyli plastikowej) obcisłej sukience. Skóra nie oddycha, a nam jest coraz goręcej. Nic przyjemnego! Noworodki z termoregulacją radzą sobie o wiele gorzej, niż my dorośli — tracą ciepło nawet cztery razy szybciej. Dlatego tak ważne jest, żeby warstwa, która ma bezpośredni kontakt ze skórą dziecka była z w 100% naturalnego materiału. Do wyboru mamy bawełnę (najlepsza jest ta organiczna), len czy wełnę w tym wspomnianą wcześniej merino wool — najdelikatniejszą i najcieńszą. To swojemu składowi i strukturze zawdzięcza doskonałe właściwości termoregulacyjne. Jej pofalowana struktura i cieniutkie włókna sprawiają, że doskonale odprowadza wilgoć pozwalając na ciągłą cyrkulację powietrza pomiędzy skórą, a materiałem. Dodatkowe zalety wełny merino to przeciwdziałanie alergii i blokowanie promieniowania UV. I chociaż często wełną kojarzymy z surowcem zimowym, w przypadku merino nic bardziej mylnego, dzięki swoim właściwościom termoregulacyjnym doskonale sprawdzi się zarówno latem, jak i zimą. Idealnie byłoby, gdyby wszystkie warstwy ubrania naszego maluszka były z materiałów naturalnych, które przepuszczają powietrze i nawet jeśli dziecko spoci się, ułatwią odprowadzenie wilgoci ze skóry.

Nie taka zima zła!

Kultowe ubranka firmy Engel regularnie pojawiają się w naszym sklepie

Największym wyzwaniem jeśli chodzi o ubieranie dzieci wydaje się zima. Warto jednak pamiętać, że od kilku lat zimy w Polsce są zdecydowanie łagodniejsze, niż kilka lat temu. Wygodnym rozwiązaniem jest średniej grubości kombinezon lub śpiworek. W zależności od temperatury na zewnątrz będziemy tylko modyfikować ilość warstw, które ubierzemy maleństwu pod kombinezon czy śpiworek.

W przypadku wyboru śpiworka czy kombinezonu pamiętajmy również składzie surowcowym. Warto poszukać takich, których skład będzie jak najbardziej naturalny i zapewni dziecko dobrą cyrkulację powietrza. Nie musimy bać się, że dziecko zmarznie. pamiętajmy, że jest dodatkowo osłonięte gondolką wózka, czasami też przykryte. Nie musimy wybierać najgrubszego kombinezonu czy śpiworka — takie przydadzą się tylko na mrozy, których obecnie u nas zimą niemalże nie ma!

Przegrzanie to niestety nie jedyne zagrożenie związane z ubieraniem maluszka. Nadal niewiele mówi się o ubieraniu w kontekście przewożenia dziecka w foteliku samochodowym. Tylko dobrze przylegające do małego ciałka pasy fotelika, gwarantują bezpieczeństwo! O takim dopasowaniu niestety nie ma mowy, kiedy pasażer ma na sobie zimową kurtkę czy kombinezon. Choć w praktyce nie jest to proste, bo dzieci rzadko to lubią, a my obawiamy się przeziębienia, tylko rozbierając malucha przed umieszczeniem w foteliku, gwarantujemy mu bezpieczeństwo.

Hania