Dzień dobry! Witamy was po długiej przerwie. Natłok obowiązków związanych z prowadzeniem Twice Upon a Time spowodował, że nie miałyśmy czasu regularnie publikować. Obiecujemy poprawę :) Dzisiejszy artykuł jest dla nas bardzo ważny. Po pierwsze dlatego, że powstał przy współpracy z wyjątkową osobą — Hanią, mamą małego Leosia, którą poznałyśmy przez Twice Upon a Time. Jest jedną z Was, naszych klientek.

Ta współpraca jest odzwierciedleniem tego, że Twice Upon a Time to nie tylko sklep, ale miejsce wymian (rzeczy, porad itd, oraz budowania relacji. Ten wspólny projekt bardzo dużo dla nas znaczy. Wiemy, że wiele z was jeszcze nie miałyśmy okazji poznać, ale mamy nadzieję, że to się jeszcze zmieni. Tak naprawdę trochę już was znamy… Często jak przyjeżdżają do nas nowości myślimy sobie „o to napewno spodoba się Pani (i tu pada imię)”.

Takie znajomości to motywacja do pracy każdego dnia!

Po drugie artykuł jest o tym co szczególnie nam bliskie, czyli jak wspólnymi siłami możemy zmieniać świat :)

Udanej lektury,

Natalia i Dominika

Razem możemy naprawić rynek mody

Butik stacjonarny Twice Upon a Time. Ul. Narbutta 53 w Warszawie

Produkcja i nadmierny konsumpcjonizm odzieży to realne zagrożenie dla naszej planety! Na alarm bije już nawet sama modowa branża. Zmiany postępują, ale zbyt wolno. To my, konsumenci jesteśmy realną szansą na to, by nabrały właściwego tempa, to od naszych wyborów zależy postępowanie producentów. Pora ograniczyć produkcję i konsumpcję ubrań. Nawet sieciówki w odpowiedzi na nasze oczekiwania już sięgają po nowoczesne i co najważniejsze ekologiczne materiały albo szyją z tego, co odzyskane na drodze recyclingu. W wielu sklepach możemy zostawić zużyte czy nienoszone ubrania otrzymując rabat na zakupy. Coraz większą popularnością cieszą się produkty polskich twórców mody — te zazwyczaj niewielki firmy dbają o transparentność procesu produkcji. Informują, gdzie i z czego szyją swoje produkty, a nawet gdzie kupują materiały, z których szyją. Wiele z nich przedstawia czarno na biały całkowity koszt produkcji tak, żebyśmy dokładnie wiedzieli skąd taka cena, komu i za co płacimy. Wypuszczając krótkie serie produktów dbają o to, żeby nie marnować i nie generować nadwyżek produkcyjnych.

My sami rozumiemy już, że lepiej mieć mniej ubrań, ale lepszej jakości, które posłużą nam na dłużej, niż więcej, ale kiepskiej jakości. Nauczyliśmy się odsprzedawać ubrania i kupować je z drugiej ręki. Dziś do dyspozycji mamy już nie tylko second handy, w których zazwyczaj trzeba się naszukać, ale również komisy z wyselekcjonowaną ofertą. Rynek odzieży używanej nigdy nie rozwijał się tak szybko. Ubrania z drugiej ręki nosimy z dumą, bo jeszcze nigdy ponowne wykorzystanie tego, czego kto inny już nie potrzebuje nie było tak ważne jak teraz!

Letnie perełki z naszego sklepu
Wyprawka skompletowana w Twice Upon a Time

Moda po koronawirusie

Wiele zmieniła także pandemia koronawirusa. Wielki kryzys z nią związany dotknął boleśnie cały rynek mody. Nagle okazało się, że nie potrzebujemy wielu ubrań, bo nie mamy okazji, żeby je nosić. Ostrożniej wydajemy pieniądze, nie odwiedzamy już tak chętnie galerii handlowych, chcemy wspierać polskie marki. Wiele marek w kilka miesięcy poniosło tak dotkliwe straty, że potrzebuje zapomogi od państwa, żeby podnieść się z kryzysu. Kwestia odpowiedzialności i przemodelowania świata mody stała się dla samego świata mody bardziej nagląca, niż kiedykolwiek.

Co chce zmienić branża? Założenie jest takie, że tygodni mody byłoby mniej, ubrania byłyby prezentowane na wspólnych pokazach damskich i męskich, które odbywałyby się na kilkanaście tygodni przed tym, jak ubrania trafiałyby do sprzedaży. Projektanci uczestniczyliby w tygodniach mody tylko jeśli byliby gotowi z nową kolekcją, nie jak dotąd — co sezon. Wyprzedaże odbywałyby się dwa razy do roku i trwały 2 miesiące. Nie byłoby innych okazji do kupienia ubrań taniej. Tyle high fashion, kwestią otwartą jest jak te zmiany przełożyłyby się na modę dla przeciętnego konsumenta. Inna sprawa, że apel o zmiany może spotkać się z dużym oporem, ponieważ same tygodnie mody, których miałoby być mniej generowały rocznie nawet 1,2 miliarda euro przychodu (paryski tydzień mody).

Fast fashion zagraża naszej planecie

Przemysł modowy co roku zasypuje naszą planetę milionami ton śmieci stałych, jest tym samym jednym z najbardziej zagrażających naszej planecie. Moda i nasze wybory zakupowe realnie wpływają na zmiany klimatyczne, których jesteśmy świadkami.

Produkujemy głównie z bawełny, której plantacje pochłaniają ogromne ilości pestycydów. A to tylko sama bawełna — naturalna. Przy produkcji sztucznych włókien wykorzystywane są substancje ropopochodne, które zanieczyszczają oceany i morza. Zwierzęta morskie nie mają szans w starciu z produkowanym przez nas tekstylnym plastikiem. Ponad 1/3 mikroplastiku w morzach i oceanach pochodzi właśnie z przemysłu tekstylnego. Szkodliwy jest nie tylko proces produkcji, sztuczne tekstylia nie rozkładają się. Nigdy!

Kiedyś świat mody bazował na dwóch kolekcjach: wiosenno-letniej i jesienno-zimowej. Teraz największe koncerny modowe takie jak Inditex czy H&M wypuszczają kolekcje nawet kilkanaście razy do roku. Dodatkowo chęć kupowania i posiadania napędza internet, a w szczególności media społecznościowe. Kupujemy tak dużo ubrań, że nie jesteśmy w stanie ich nosić. To, czego nie potrzebujemy, wyrzucamy, bo tak jest najprościej. Potem… znowu kupujemy.

Nadprodukcja to wielka bolączka świata mody. Z jednej strony mamy ekskluzywne marki, które palą niesprzedane ubrania, bo nie uznają przecen. Z drugiej strony mamy Bangladesz, w którym szwaczki w skandalicznie złych warunkach i za bardzo niską płacę szyją ubrania dla największych sieciówek odzieżowych. Dopiero po tragedii, do której doszło tam w 2013 roku nastąpiły zmiany. Firmy odzieżowe podpisały porozumienie mające poprawić bezpieczeństwo i warunki w bangladeskich szwalniach.

Cena to nie wszystko, zbyt niska powinna alarmować. Chcemy odpowiedzialności. Uważniej przyglądamy się producentom i materiałom, z których produkują to, co nosimy. Zaczęliśmy rozumieć, że nasze wybory zakupowe mają realny wpływ na planetę. Po tragedii w Bangladeszu konsumenci zażądali transparentności, ale niektóre odzieżowe sieciówki do dziś nie ujawniły informacji, gdzie szyją swoje ubrania. Równie istotne stało się dla nas to, z czego zrobione jest to, co nosimy, to już nie tylko kwestia komfortu, ale przyszłości naszej planety i tego, co z niej pozostanie dla naszych dzieci i wnuków. Pojawiły się nowe zjawiska: slow fashion i sustainability fashion w odpowiedzi na bezmyślne, konsumpcyjne fast fashion, które doprowadziło do katastrofalnej w skutkach nadprodukcji, zanieczyszczenia naszej planety i zaśmiecenia jej nikomu niepotrzebnymi ubraniami. Czym jest odpowiedzialna moda w stylu slow? To nic innego jak przemyślane decyzje zakupowe. To sprawdzanie z czego, gdzie i za ile produkowane są ubrania, które chcemy nabyć. To kupowanie tego, czego naprawdę potrzebujemy, a nie tylko chcemy mieć. To naprawianie zepsutego, sprzedawanie lub oddawanie nienoszonego, słowem dawanie ubraniom drugiego życia.

Autor: Hania, mama Leosia